Cechy racjonalnej współpracy między rodziną a szkołą cz. 21

Grzeszymy wreszcie często, jako rodzice, przy stosowaniu metod reagowania na te, czy inne przejawy życia szkolnego. W wypadkach, gdy szkoła w naszym przekonaniu jest dobra, spełnia, jak należy, swe dydaktyczne i wychowawcze zadania, przychodzi u nas często zupełna, dziwna beztroska wychowawcza, granicząca z całkowitym zdjęciem z siebie odpowiedzialności na rzecz tejże szkoły za wychowanie dziecka, co jest rzeczą zgoła niedopuszczalną.

Przeciwnie, gdy nas w stosunkach szkolnych coś bardzo i słusznie zaboli, zamiast iść drogą jasnego, szczerego wypowiedzenia się i przyjacielskiej życzliwej uwagi, uciekamy się nieraz, jak dawniej względem szkoły zaborczej, do dróg okólnych, skarg zaocznych, obniżających powagę i autorytet szkoły. Nie wahamy się czasem mówić źle o szkole wobec dzieci naszych, czym nie tylko podrywamy ich do niej zaufanie, ale w ogóle autorytet wszelkiej władzy, nie wyłączając rodzicielskiej. Niektórzy rodzice idą jeszcze dalej, uciekając się do wywierania na własną szkołę presji w drodze zwoływania wieców, hałaśliwego roztrząsania na nich spraw natury drażliwej i subtelnej, które na innej drodze z powodzeniem załatwić by się dały, a tu, w podnieconej atmosferze, wywołują tylko ferment i rozgoryczenie, samej sprawy zgoła nie posuwając. Typowym, jaskrawym przykładem zgubnych skutków stosowania tych metod był rozegrany w swoim czasie skandaliczny proces sądowy w Toruniu między rodzicami a władzami szkolnymi.